Narrator:
Jack! - krzyczał Jerry bezskutecznie machając ręką przed oczami szatyna. Jack od 15 minut wpatrywał się w ścianę pokoju. W końcu latynos zdecydował się na drastyczniejsze kroki. Staną obok przyjaciela i bez namysłu zaczą krzyczeć mu do ucha. Szatyn momentalnie ockną się spadając z krzesła. Zdezorientowany spojrzał na rozbawionego Jerry'ego.
- Spóźnimy się!- wytłumaczył chłopak.
- Gdzie?- spytał, nadał nic nierozumiejący Jack.
- A mówią, że to ja jestem nieogarnięty - odparł sarkastycznie Jerry - no przecież do TAZT!
- Aaa.. no tak!- odparł szatyn błyskawicznie podnosząc się z ziemi. Chłopcy pospiesznie opuścili pokój Jack'a i skierowali się ku wyjściu. Rodzice Jack'a byli za granicą gdyż mieli tam spotkanie biznesowe. Chłopak dokładnie zamkną drzwi. Po 10 minutach byli już na miejscu.
Oczami Jack'a:
Staliśmy właśnie przed starym i dawno już zamkniętym kinem. To właśnie w jego podziemiach jest tajna baza TAZT. Pewnie się zastanawiacie co to znaczy. Już wyjaśniam. TAZT to tajna armia zabójców tytanów. Jej szefem jest Rudy, nieco dziecinny i zwariowany, niewysoki człowiek o niebieskich oczach. Tajnym wejściem skierowaliśmy się do podziemi. Tak jak to było już wcześniej ustalone do głównych drzwi pukało się trzy razy (taki tajny sygnał). Po wykonanej czynności zamiast otwierających się drzwi usłyszeliśmy tylko
- Hasło!
- Jakie hasło?! My nie mamy żadnego hasła- odparł zbulwersowany Jerry.
- A właśnie, że mamy!- odparł Rudy- przed chwilą je wymyśliłem!
- To skąd mamy je znać?- odparłem spokojnym a zarazem zdziwionym tonem.
- Yy... no dobra, wchodźcie- powiedział zrezygnowany blondyn gdy otwierał nam drzwi.
Palcem wskazał nam miejsca i bez żadnych słów skierował się na środek pomieszczenia. Raptem usłyszeliśmy gong, który sygnalizuje rozpoczęcie się spotkania. Tak, wiem, wiem dziwne ale na swoje usprawiedliwienie dodam, ze to był pomysł Rudiego.
- Witam wszystkich na zebraniu TAZT- ględził jak zwykle Rudy. Rany on chyba na serio uwielbia te swoje wstępy. Rozejrzałem się po sali. Ponad połowa członków już przysypiała. Po jakichś 15 minutach, najdłuższych w moim życiu. Raptem rozległ się znacznie podniesiony głos przywódcy.
- A teraz brawa dla Miltona Krupnicka, który wynalazł jedyną i niepowtarzalną machinę do przeszłości - na tą informację wszyscy jak na zawołanie ocknęli się i z zainteresowaniem przyglądali wielkiej kupie żelastwa przytaszczonej przez kujona.
- No więc jutro jeden z was uda się w przeszłość. To kto jest chętny?- zapytał Rudy. Wszyscy automatycznie podnieśli ręce z wyjątkiem... mnie. Wcale mnie to nie kręci.
- No więc w takim razie nie mamy wyjścia robimy głosowanie- odparł Rudy. Wszyscy uwinęli się w pół godziny. Teraz czekaliśmy w napięciu na wynik.
- No więc mamy wyniki- odparł- A zwycięzcą jest...- powiedział przywódca jak najbardziej przeciągając ten moment.
- Wyduś to z siebie w końcu!- krzyknął ktoś z tyłu. Obróciłem się i zobaczyłem Brody'ego. Stał cały poddenerwowany.
- A zwycięzcą jest Jack Brewer!- wydusił, a mnie zamurowało. Oczy wszystkich powędrowały na mnie. Zapadła cisza. Carlson lekko mnie popchnął. Przysięgam gdyby nie to, że jest tu tylu ludzi, już dawno wycierałbym nim podłogę. Bez słowa ruszyłem przed siebie. Gillespie jednym ruchem ręki pokazał mi abym poszedł na nim. Gdy dotarliśmy już do gabinetu zrobionego ze schowka na mopy, co było dość dziwne, gdyż był większy niż się można było spodziewać. Podszedł do biurka i z szuflady wyciągną niebieską teczkę. Wyją z niej zdjęcie i mi je podał.
- Oto osoba, którą musisz zniszczyć- powiedział i pokazał mi zdjęcie a mnie zupełnie zatkało. Była na nim piękna blondynka z orzechowymi oczami. Uśmiechała się. To nie mogła być ona. Śniła mi się wczoraj, była taka wesoła to właśnie o niej myślałem rano. A teraz co?! Tak po prostu mam ją zabić?
- Kim- powiedziałem dotykając zdjęcia.
- Znasz ją?- zapytał zszokowany Gillespie.
- Śniła mi się wczoraj, sory Rudy ale ja nie mogę wykonać tej misji.- mimowolnie spuściłem głowę.
-Okej w takim razie to Carlson ją wykona- powiedział chwytając za klamkę.
-Nie, to nie będzie konieczne- odparłem, jeszcze nie do końca świadomy tego w co się pakuję- zrobię to.
Przecież nie mogę pozwolić by skrzywdzili Kim. Niech myślą, że wypełnię misję. Przecież musi być jakiś sposób żeby jej pomóc...
I jest pierwszy rozdział. Mamy nadzieję że się podoba. Piszcie komentarze.
Boski Rozdzial:**
OdpowiedzUsuńMasz talent ;D
Mam nadzieje ze dodasz niedlugo nowy rozdzial ;***
Czekam na nastepny;**
Caluski<33